Największe zaskoczenie

Mija pierwszy tydzień rosyjskiej inwazji w Ukrainie, a u nas 32. tydzień ciąży. Nie wiem jak długo jeszcze Ukraińcy będą musieli się bronić, przed nami za to dwa najtrudniejsze miesiące ciąży. 

Patrząc na to co się dzieje u naszych sąsiadów i to, jak łatwo zburzyło to spokój i u nas, coraz mocniej czuję kruchość naszej rzeczywistości. Coraz wyraźniej widzę iluzoryczność poczucia kontroli, które zwykle było dla mnie podstawowym gwarantem dobrostanu. Wprawdzie w ciągu życia nauczyłam się coraz szybciej i mniejszym kosztem psychicznym dostosowywać do zmian (#czegonauczyłomniekorpo), ale jednak w ogólnym rozrachunku pewne rzeczy zawsze były stałe - comiesięczna wypłata konkretnej wysokości, oparcie w rodzinie i przyjaciołach, śmieszne storiski na makelifeharder, dostęp do rozrywek, względna stabilizacja polityczna w państwie. Z czasem życie zweryfikowało te stałe punkty oparcia: mój Tata zmarł w przeciągu dwóch miesięcy od pierwszej wizyty w szpitalu, Covid najpierw zabrał a potem mocno ograniczył dostęp do rozrywki, wpłynął chwilowo na moje wynagrodzenie. Teraz ciąża, nadchodzący urlop macierzyński i wizja kredytu hipotecznego mocno zachwiały naszą stabilizacją finansową. Wojna w Ukrainie zabrała nam nasz odskocznie w social mediach i stabilność życia jako takiego.

Jesteśmy skazani na kruchość. Na docenianie tego, że z dnia na dzień pewne rzeczy SĄ, bo za chwilę mogą zniknąć. 

Od jakiegoś czasu jestem w sporym szoku, obserwując, co się dzieje w moim ciele. W pierwszych miesiącach ciąży dziwiły mnie pytania o moje emocje, czy czuje huśtawkę nastroju, czy mam burze hormonów. Mniej więcej do końca szóstego miesiąca nie rozumiałam, o co wszystkim chodzi. Kilka tygodni temu wszystko stało się jasne 🙈

Lubię o sobie mówić, że jestem osobą o stalowych nerwach. Do dziś pamiętam, jak moja siostra wytknęła bodajże nastoletniej mnie, że "nic mnie nie rusza". Opanowanie i trzymanie nerwów na wodzy, to moje drugie imię. Z tej okazji rzadko wchodzę w konflikty, a już na pewno nie wybucham. A raczej, nie wybuchałam 🙈 Jest to dla mnie największe ciążowe zaskoczenie, ta rewolucja nie bierze jeńców. Niby człowiek wiedział, a i tak się zdziwił. 

Nie walczę z tym. Obserwuje z ciekawością. Pozwalam sobie na ten stan, bo wierzę że to przejściowe. To przejściowe, prawda? Prawda?!

Ta nowo odkryta determinacja już kilka razy pomogła mi w osiągnięciu celu. Trochę jednak liczę na to, że coś mi z tego zostanie na później. Może to matka natura rozwija moje skille samozachowawcze, wyzwala we mnie walczącą lwicę. 

Moje myśli zataczają krąg, zaczynam ponownie myśleć o tych lwicach, które w tym tygodniu spakowały życie w parę tobołków i przebyło niezliczone kilometry w poszukiwaniu pokoju dla swoich dzieci. O innych, które co noc schodzą do schronu i robią dobrą minę do złej gry, żeby oszczędzić dzieciom choć ułamka traumy. Myślę o tych, które tak jak ja mają przed sobą ostatnie tygodnie ciąży i drżą o to, gdzie zastanie je godzina porodu. Wojowniczki!

Komentarze

Popularne posty