Self-care w macierzyństwie
Zauważ: Ten post jest moim tłumaczeniem artykułu Meredith Ethington, autorki ksiązki pt. "Mom Life: Perfection Pending", blogerki i redaktorki naczelnej portalu Filterfreeparents.com.
"Kupowanie kolejnego kompletu bielizny albo płynu do mycia naczyń to nie "self-care".
Zjedzenie posiłku czy wypicie kubka gorącej kawy to nie "self-care".
Skorzystanie z toalety to nie "self-care".
Gonienie za przedszkolakiem w parku to nie ćwiczenia fizyczne, które możesz podciągnąć pod "self-care".
Wzięcie L4 gdy jesteś chora to nie "self-care".
Szczerze mówiąc, również składanie prania w czasie którego słuchasz audiobooka to nie "self-care". To po prostu multitasking.
Nadszedł czas, żebyśmy, jako kobiety, zastanowiły się co możemy zrobić by prawdziwie zatroszczyć się o siebie. Jako świeża mama nauczyłam się tego na własnej skórze: byłam maszyną do karmienia, skupioną na tym, żeby utrzymać tę małą istotę przy życiu, jednocześnie będąc przekonana, że tylko ja potrafię podołać temu zadaniu. Byłam wkurzona i obrażona, nie wspominając już o tym, że czułam lęk i depresję.
Od tamtego czasu nauczyłam się prawdziwie regenerować - potrzebuję więcej czasu wolnego od moich dzieci, niż wcześniej myślałam. Potrzebuję godzin w ciszy (tak, godzin - nie 10 minut pod prysznicem), żeby ożywić moje introwertyczne serduszko i duszę.
Kiedy już zrozumiesz czego potrzebujesz, a to będzie dla każdej coś innego, powiedz to swojemu partnerowi/partnerce i tym, którzy Wam pomagają. A potem wpisz to do kalendarza. Dopóki nie zaplanujesz czasu na te zajęcia, które prawdziwie Cię karmią, dopóty będziesz wędrować po pustyni życia z pustym kubeczkiem."
Więcej tutaj: https://forge.medium.com/im-tired-of-basic-human-needs-being-seen-as-self-care-for-women-54ef206e918c
Komentarze
Prześlij komentarz