Co zabieramy do szpitala
W poprzednim poście napisałam Wam, jak przygotowałam się do samego pakowania walizki i torby do szpitala. Myślę, że dobre przygotowanie do rozpoczęcia zadania to połowa sukcesu. Ważne dla mnie było nie tylko to, CO zabieram ze sobą, ale też JAK to zapakuję, żeby maksymalnie ułatwić sobie korzystanie z tych rzeczy później. Tak - jeszcze wierzę w to, że "wszystko jest kwestią organizacji", choć jestem przygotowana na szybkie obalenie tej teorii.
Jak już wspomniałam, do szpitala zabieramy ze sobą dwa "tobołki": torbę z rzeczami do porodu i walizkę z rzeczami na później.
TORBA
W niej znalazły się rzeczy potrzebne mi i Tacie na godzinę "zero":
- Dokumenty i wyniki badań, plan porodu
- Klapki dla nas obojga, maseczki ochronne
- Czyste ubranie zmienne dla Taty
- Koszula do porodu - chociaż na szkole rodzenia mówili, żeby po prostu wziąć jakiś stary T-shirt, którego nie będzie szkoda wyrzucić, to jednak kupiłam taką jednorazową. Jeśli się uda, to chciałabym urodzić do wody, więc możliwe, że ostatecznie wygodniej będzie mi bez ubrań.
- Dla mojego komfortu: pomadka ochronna, spinka do włosów, olejki eteryczne do aromaterapii (pomarańczowy i lawendowy), ciepłe skarpety na czas kangurowania :) na salę porodową zabieram też ze sobą GRZEBIEŃ - kto wie po co? (odpowiedź na końcu posta!)
- Butelka z filtrem na wodę i przekąski dla mnie i dla Taty + energetyki dla Taty, żeby nie odpadł prędzej niż ja :)
- Poza tym szlafrok, ręczniki i jeden komplet siateczkowych majtek poporodowych + podpaska - choć te ostatnie nie wiem dokładnie, w którym momencie będą potrzebne.
- Nasza własna pieluszka do kangurowania, którą Tata zabierze do domu dla kotów. Nie wiemy jeszcze, czy będzie możliwość odwiedzania nas w późniejszych dniach, więc chcemy dać kotom szansę na zapoznanie się z zapachem dziecka zanim postawimy je przed faktem dokonanym!
- O czym rzadko się pisze, a w sumie na pewno się przyda: Reklamówka "na brudy" :)
- Ładowarki / powerbanki - żeby nie było fakapu że bateria padnie przed foteczkami :)
WALIZKA
- 2 koszule z funkcją karmienia i zapas skarpetek (dla mnie must-have, zimne stopy for life)
- 2 biustonosze do karmienia - chociaż nie jestem pewna czy będą mi potrzebne. Dotychczas najwygodniej jest mi bez biustonosza (rozmiar miseczki przed ciążą: A), więc nie spodziewam się jakiejś diametralnej zmiany w szpitalu. Biorę też kilka par jednorazowych wkładek laktacyjnych, choć też niektóre z Was mówią, że im się nie przydały przed powrotem do domu.
- Zapas siateczkowych majtek i w sumie 3 paczki podpasek Bella Mamma (dwie tych większych i jedną mniejszych, przyklejanych). Do tego podkłady jednorazowe 90x60cm - zaczynamy od jednej paczki.
- Ręczniki (1 duży i 1 mały), a także ręczniki papierowe (1 rolkę) - wg wskazówki od jednej z Was, wygodniej dosuszyć się nimi po prysznicu i nie poplamić zwykłego ręcznika krwią.
- Paczkę pieluszek jednorazowych Bambiboo, chusteczki nawilżane, płatki kosmetyczne nienawilżane, Mustela Liniment do oczyszczania pupy i Linomag maść pod pieluszkę. Słyszałam już legendy o smółce, więc chcę mieć kilka opcji w arsenale.
- 2 duże pieluszki tetrowe i 4 małe - wg polecenia położnych z naszego szpitala. Sama planuję korzystać z pieluszek na co dzień, więc mamy ich już spory zapas w domu. Wiem, że nie każda Mama za nimi przepada. Spakowałam też jedną większą pieluchę flanelową, bardziej do otulania i pieszczot - wierzę, że będę miała do tego siły!
- Miękka szczoteczka do włosów z... koziny - pomysł zaczerpnięty od Mama Fizjoterapeuta, podobno fajnie jest stymulować główkę od samego początku.
- Podstawowe naczynia i sztućce, przekąski na wypadek kiepskiej szpitalnej kuchni i opakowanie melisy.
- Ubranka dla dziecka na wyjście do domu - dwa komplety, rozmiar 56 i 62, chociaż jak teraz myślę to chyba przepakuję na 50 i 56, bo spodziewamy się malizny 😊
- Nie planowałam tego wcześniej, ale zakupiłam laktator i chyba też wezmę go ze sobą, na wszelki wypadek.
- Czego nie zabieram? Część z Was doradzało wzięcie ze sobą smoczka, na wypadek głośnych płaczów w nocy lub marudnych lekarzy, którzy woleliby przy obchodzie nie słuchać zawodzenia smutnych bombelków. Nie jest jednak wskazane, by wprowadzać dziecku smoczek przed ustabilizowaniem laktacji, na której mi zależy, więc spróbujemy najpierw bez i zobaczymy, jak będzie.
Jak już będzie po wszystkim i odzyskam czas i chęci na bloga, zrobię update tego, co nam się sprawdziło a co nie.
P.S. No i po co ten grzebień? Podobno ściskanie grzebienia zębami do środka dłoni w czasie skurczów może pomóc oszukać mózg szybszym impulsem bólowym niż ten dochodzący z brzucha lub kręgosłupa i w efekcie osłabić siłę rażenia tego drugiego. To kolejny naturalny trik położnych, którego szkoda byłoby nie wypróbować, zwłaszcza, że chciałabym rodzić bez znieczulenia zewnątrzoponowego. Trzymajcie kciuki!
Komentarze
Prześlij komentarz