Przygotowanie do pobytu w szpitalu
Pisałam niedawno z koleżanką, której zwierzyłam się, że żałuję, że nie jestem już w drugiej ciąży, tylko w pierwszej, bo wiedziałabym już to, czego nie wiem. I chodziło mi głównie o to, co mnie osobiście jest lub nie jest potrzebne w tym całym macierzyństwie, bo research to każdy może sobie zrobić! Pierwsza wielka próba przed nami - poród i pierwsze dni z córką w szpitalu.
Tymczasem muszę sobie radzić bez tej wiedzy tajemnej, którą posiądę przez eksperyment na własnej skórze, jak Bóg da, na początku maja.
Z JAKICH ŹRÓDEŁ KORZYSTAŁAM W RESEARCHU:
> Kilka list wyprawkowych moich dobrych koleżanek z pracy. Full korpo-profeska, dwie z list były przygotowane w excelu, z rozbudowaną siecią zakładek i kategorii. Sama też ostatecznie użyłam tego narzędzia.
> Pomocne artykuły na blogach Mamaginekolog i Mama Fizjoterapeuta.
> Lista opublikowana na stronie szpitala, w którym planujemy rodzić i jej analiza podczas szkoły rodzenia, którą tenże prowadzi. Uważam, że to podstawa - każdy szpital rządzi się swoimi prawami i jak mówią nie bierz ubranek, bo nikt tu nie ma głowy się zastanawiać, czy to Twoje ubranko, czy szpitalne, to ja się słucham :) "nasz" szpital na przykład ma swoje poduszki do karmienia, więc po co mam brać swoją i potem się zastanawiać, jak ją wyprać i zdezynfekować ze szpitalnych bakterii.
> Rozmowy z moim internetowym "kręgiem kobiet", do którego zaliczam wszystkie wspaniałe dziewczyny z moich znajomych na Facebooku i Instagramie, które towarzyszą nam w tej podróży i podzieliły się swoimi doświadczeniami.
JAK PODESZŁAM DO SAMEGO PAKOWANIA
> Wiele rzeczy zamówiłam i zakupiłam z dużym wyprzedzeniem. Wcześnie miałam czas się tym zająć i dobrze, bo trzeci trymestr leci mi baaardzo szybko i cechuje się znacznym osłabieniem motywacji do czegokolwiek. Polecam kompletowanie wyprawki w drugim trymestrze, jak jeszcze się chce. I w ogóle robienie różnych rzeczy, jak jeszcze się chce.
> Pewnego dnia mój partner zapytał czy już czas przynieść walizkę z piwnicy. I tak oto zaczęłam z nudów pakować się do szpitala. Było to 5 tygodni przed terminem. Okazało się, że jeszcze paru rzeczy mi brakuje, więc był czas, żeby je dokupić.
> W kolejnym tygodniu obchodziłam walizkę szerokim łukiem, ale w końcu do niej wróciłam. Przeszłam jeszcze raz przez listę od szpitala, upewniłam się, że domówiłam, co trzeba i zrobiłam ostateczną wersję listy w Excelu. Zaznaczyłam jakich badań mi jeszcze brakuje, żeby przegadać je na najbliższej wizycie u lekarza. Część rzeczy dopakujemy bliżej terminu, np. kosmetyczkę.
> W trakcie pakowania, kiedy okazało się, że walizka się mocno zapełnia, a ja naprawdę nie chcę brać ze sobą tej większej, zdecydowałam, że podzielimy rzeczy na dwie grupy: torba do porodu i walizka na pobyt w szpitalu. Planujemy poród rodzinny, więc po wszystkim mój partner będzie mógł spokojnie spakować pierwsze brudy do tej samej torby i od razu zabrać je ze sobą do domu.
> Wzorem Mamy Fizjoterapeuty spakowałam większość rzeczy z walizki do worków strunowych, żeby w poszukiwaniu jednego drobiazgu nie przekopywać się przez wszystkie inne. U niej także przeczytałam dobrą wskazówkę, żeby przygotować sobie pojedynczą podpaskę i majtki siateczkowe, które schowam do kosmetyczki, żeby dwa razy nie łazić do łazienki, gdybym o nich zapomniała :)
> Dokumenty i wyniki badań spakowałam do osobnych koszulek i umieściłam w skoroszycie. Nie wszystkie badania na każdym wydruku są istotne, więc zaznaczyłam niebieskim zakreślaczem te, którymi będą zainteresowani w szpitalu. Poszczególne koszulki opisałam: "I / II / III trymestr" i dopisałam jakich badań w nich szukać, bo nie wszystkie są na pierwszej stronie.
CO ZNALAZŁO SIĘ W NASZYCH WALIZCE I TORBIE?
O tym w następnym poście!
Komentarze
Prześlij komentarz